piątek, 7 grudnia 2012

Trudno jest dzisiaj przyznać się do wiary w Boga.


Trudno tutaj, w Polsce, gdzie nie jesteśmy oczywiście prześladowani, nie grozi nam pobicie czy śmierć, jak w wielu innych miejscach na świecie.
O co mi chodzi, kiedy to piszę?
Jestem zmęczona.
Spróbujcie kiedyś powiedzieć publicznie, tzn. nie stawajcie na ulicy i nie krzyczcie swojego wyznania:). Chyba, że chcecie.
Tak po prostu, wśród znajomych czy przyjaciół, którzy deklarują się jako wierzący - niepraktykujący, albo niewierzący. Tak po prostu w luźnej rozmowie. Spróbujcie oświadczyć, że wierzycie w Boga
Co was spotka? Już piszę, jeśli jeszcze nie wiecie:
- niedowierzanie - ty, inteligentna kobieta?
- drwina - daj spokój, jak możesz wierzyć w bzdury?
- komentarze pod adresem "czarnych", kościoła w ogóle, moherowych babć, itd. itd.

Skąd się bierze taki stosunek do kogoś, kto chce wierzyć?


Czy Jezus kogoś zmuszał do pójścia za Nim?
Proponował pewne rozwiązanie, styl, program. Szli ci, którzy chcieli, bo im to wszystko jakoś pasowało.
Dzisiaj też nikogo do niczego nie zmusza. Nie chcesz Go w swoi życiu? Nie musisz sobie zaprzątać Nim głowy.
Żyj swoim życiem i pozwól żyć innym.
Po prostu - według mnie tak się rzeczy mają.
Uważam, jak tu już chyba zresztą kiedyś pisałam, że na siłę nikogo do niczego nie można przekonać.
Jeśli nie chce, nie czuje,nie czuje potrzeby, to żebym nie wiem jak go przekonywała i tak nic nie wskóram.

Dlatego staram się w rozmowach z niektórymi ludźmi nie poruszać tematu swojej wiary.
Rozmawiam z tymi, którzy chcą, dlatego piszę blog, dlatego staram się żyć w zgodzie z przykazaniami.
Podkreślam, że staram się -nie twierdzę, że mam patent na rację i jestem najlepsza.

Moja teoria jest taka. Stąd zresztą tytuł tego bloga.

Ci wszyscy ludzie chcieliby, żeby ich przekonać. Z jednej strony.
Z drugiej strony agresywnie się bronią, nie dopuszczając właściwie żadnej argumentacji.
Trudno jest dyskutować z kimś , kto jak dziecko wciąż powtarza: nie chodzę do kościoła, bo:
- ksiądz
-smutne piosenki
-ludzie nie idealni
-nudno
Zdarzają się czasem inne argumenty.
Czasem słychać: w Boga wierzę, ale do kościoła nie chodzę.

Przecież w kościele czeka na Ciebie Bóg


ma dla Ciebie Najświętszy Sakrament.
Jeśli ksiądz Ci nie odpowiada, możesz iść do innego kościoła.
Ludzie są tacy sami jak Ty, też się starają albo nie i nie zawsze im wychodzi,  jak Tobie.
Jesteś wyrozumiały dla siebie,  bądź wyrozumiały dla innych. Bo niby dlaczego nie?

Co do innych argumentów? Trudno coś powiedzieć, można dyskutować z małym dzieckiem, ale nie z osobą dorosłą.

Jestem trochę zła, to fakt.
Jestem zwyczajnie zmęczona koniecznością ciągłego opowiadania się po którejś stronie, tłumaczenia się ze swoich wyborów i tego traktowania z pobłażliwością jak kogoś chorego umysłowo.

Tyle się wciąż opowiada o tolerancji.


Mam być tolerancyjna dla gejów i lesbijek. I jestem, bo to ludzie. Nie zgadzam się ze stylem ich życia, ale oni sami za siebie odpowiadają. Dlaczego miałabym nimi gardzić? Gdyby tak miało być Jezus musiałby chyba wzgardzić Marią Magdaleną. Tak czy nie?

Mam być tolerancyjna dla ludzi poddających się in vitro. I jestem, choć sama jestem przeciwna tego typu praktykom. To ludzie, najczęściej bardzo nieszczęśliwi z powodu swojego braku ( dziecka oczywiście). To przede wszystkim ludzie, więc ich szanuję, bo niby czemu nie?

Dlaczego nie mogę oczekiwać tolerancji dla siebie, swojego wyboru?
Niby mogę i z pewnością  ci, których mam na myśli, obruszyliby się na wieść o tym, że są nietolerancyjni.
No, nikt mnie nie bije, nie opluwa, nie wrzuca kamieni przez okno.
Myślę jednak, że kpina z mojej wiary to brak tolerancji dla mnie. ( Już to chyba pisałam?)

Ok. Na koniec.
Zdaję sobie sprawę z tego, co dzieje się w moim Kościele. Nie dzieje się jednak przecież tylko źle.
Wiem, jakie błędy popełniają moi współwyznawcy i ja sama też, nie udaję, że tego nie ma. Wstydzę się tego.

Co by jednak było, gdybyśmy wszyscy po prostu zaczęli szanować siebie nawzajem, swoje wybory? 
Co? Co by było?
To nie jest takie trudne. A jak wiele mogłoby zmienić... Z pewnością na lepsze.

Trochę przesadziłam z tym, że trudno się przyznać do wiary w Boga.
Tak to już jest, kiedy człowiekiem kierują emocje.
Może lepiej byłoby powiedzieć, że wygodniej się nie przyznawać?

A to już osobny temat.

Klub Książki Tolle.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz