Przejdź do głównej zawartości

Mamy świetnego proboszcza

(Mk 4,26-34) "Jezus powiedział do tłumów: Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo. Mówił jeszcze: Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli [ją] rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom."
Veronica persica, Birdeye Speedwell stems with leaves on the ground...
foto: flickr.com

Zwykłe, a wyjątkowe czytanie

To czytanie z minionej niedzieli.
Utkwiło mi w głowie, chociaż nie mogę powiedzieć, żebym przeżyła wczorajszą mszę jakoś szczególnie głęboko.
Chodzenie do kościoła z małymi dziećmi, nie służy za bardzo duchowemu rozwojowi:)
Zwyczajnie niewiele się udaje usłyszeć i przeżyć, kiedy wciąż trzeba odpowiadać na pytania typu: a kiedy pójdziemy do domu, a czemu tam wisi takie coś, a co jest tam na górze, mamo chce mi się siku, albo mamo chce mi się pić...
No ale nie można ich nigdzie zostawić, to raz. A dwa - dobrze, że widzą od samego początku, że Bóg, że msza są ważne, że to ma sens, że może być pięknie. bo czasem im się podoba:)
Wracając do czytania. Utkwiło mi w głowie ze względu na wymowę i wagę. Utkwiło mi też z powodu naszego proboszcza. A właściwe z powodu jego kazania.


Kapłan to przewodnik

Pisałam tu wcześniej, że kiedyś chodziliśmy z mężem do kościoła daleko od naszego domu z powodu proboszcza, który tu wcześniej panował ( tak to trzeba niestety nazwać).
Ktoś mi wtedy tłumaczył, że to głupota, bo przecież Bóg jest wszędzie ten sam.
Tak, to prawda. Jednak nie da się ukryć, ani tego zmienić, że to kto o Bogu świadczy i nam opowiada i nas do Niego chce przekonać ma kolosalne znaczenie.
Piszę tak nie tylko dlatego, że takie jest moje osobiste zdanie. Świadczą o tym przykłady wielu ludzi, także tych których znam osobiście.
Na szczęście pojawił się nasz dzisiejszy proboszcz - wspaniały kapłan, a przy tym wspaniały człowiek (oczywiście nie każdemu podoba się tak jak mnie, no, ale to normalne, że nie każdemu można dogodzić - jedni wolą kapłana, inni woleliby lepszego managera).
Nasz proboszcz, a'propos wczorajszego czytania, wygłosił, moim zdaniem, jedno z lepszych kazań, jakie słyszałam. Nie będę oczywiście przytaczać całości, bo zresztą nie potrafiłabym tego, ale postaram się przytoczyć, tak jak potrafię, jego sens.
Ni mniej, ni więcej chodzi o to, że każdy z nas ma szansę być żyzną glebą i wydać plon. W każdym z nas Bóg zasiał ziarno.
Każdemu z nas dał szansę zdecydować, co z tym ziarnem chcemy zrobić.
Każdemu z nas dał czas na decyzję, na dojrzewanie.
I nic tu nie pomogą nagabywania, przymuszanie do czegokolwiek czy to fizyczne, jak kiedyś czy psychiczne, jak często dziś.
 Każdy musi podjąć decyzję sam. Sam dojrzeć. A jeśli komuś bardzo zależy, żebyśmy byli żyzną glebą, to jedyne, co może zrobić, to być przykładem. Jak pani Michalina:)


Co w tym odkrywczego?

Niby nic. A jednak z ust kapłana, to nie jest coś, co można usłyszeć bardzo często.
Tzn. to o dawaniu przykładu i owszem. Nie często jednak zdarza mi się słyszeć z ust kapłana, że ewangelizacja za wszelką cenę i na siłę nie ma najmniejszego sensu, a wręcz przynosi odwrotny skutek.
W obliczu tego, co widzę ostatnio często, tzn. zajadłych katolików, którzy zawsze i wszędzie mają rację, naprzeciw ludzi, którzy zawsze są przeciw, to coś, co daje nadzieję, że może być dobrze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Adwent 2021

Różne są sposoby na życie Czasem uświadomione, czasem nie. Nie mam na myśli drogi zawodowej, pasji, uzdolnień, ale stosunek do spraw, do codzienności, do wyzwań, kłopotów i radości. To widać w ostatnim czasie szczególnie wyraźnie i mocno. Jedni z zapartym tchem śledzą bieżące doniesienia, stresują się, starają się ustosunkować, wyrazić swoje zdanie. Inni mają potrzebę ciągłej walki. Protestują, nawołują: obudź się narodzie, poszukują, wyszukują wciąż nowych dowodów na potwierdzenie swoich racji i teorii. Inni nie chcą wiedzieć nic. Odcinają się zupełnie i starają się żyć we własnym świecie. Jeszcze inni zupełnie tracą nadzieję. Niektórzy popełniają samobójstwa. Są tacy, którzy biorą sprawy w swoje ręce i zabezpieczają się na wypadek. Wszelki wypadek. Robią zapasy, gromadzą broń, budują schrony dla swojej rodziny. I są tacy, którzy zawierzają siebie i wszystkie swoje i nie tylko swoje sprawy Bogu. Modlą się, przystępują do sakramentów. To wszystko zawsze istniało, ale w czasach, kiedy ż...

Przez historię Abigail do Pisma Świętego

Przeczytałam książkę, która opowiada historię Abigail, jednej z żon króla Dawida. Zabierałam się do niej z pewną obawą - myślałam, że będzie to pozycja, nazwijmy to, propagandowa. Rzecz, której nie da się po prostu czytać. To książka pożyczona przez koleżankę, której pewnego razu zwierzyłam się, że mam kłopot z czytaniem Pisma Świętego, a bardzo chciałabym to robić. Powiedziała: przyniosę ci coś, co powinno ci pomóc. I nie myliła się.

Kościół to my. Pamiętacie?

foto: Elfin Czy wszyscy już zapomnieliśmy o tym? Przeczytałam wczoraj artykuł Pawła Lisickiego " Europa nie jest drugim Rzymem ". Zanim poczytacie dalej, co chcę powiedzieć, przeczytajcie go. Nie jest długi. Nie napawa optymizmem, bo też sytuacja, w jakiej jesteśmy, nie nastraja do optymizmu. Bardziej chyba jednak od wymowy samego artykułu powaliły mnie niektóre komentarze.