czwartek, 31 marca 2016

Kościół to my. Pamiętacie?

foto: Elfin
Czy wszyscy już zapomnieliśmy o tym?

Przeczytałam wczoraj artykuł Pawła Lisickiego "Europa nie jest drugim Rzymem".
Zanim poczytacie dalej, co chcę powiedzieć, przeczytajcie go. Nie jest długi.
Nie napawa optymizmem, bo też sytuacja, w jakiej jesteśmy, nie nastraja do optymizmu.
Bardziej chyba jednak od wymowy samego artykułu powaliły mnie niektóre komentarze.



Tylko dwa  z nich zacytuję. Bo oddają to, co mnie poraża, przeraża, zasmuca w innych także.
Jeśli tak myślimy, to rzeczywiście nic z tego nie będzie. Nie wygramy, albo lepiej nie przetrwamy.

Cytuję: 

ALF
 14 godzin i 15 minut temu

Chrześcijaństwo musi przegrać ponieważ najważniejszym wyznaniem wśród księży jest KASA i TYLKO KASA wystarczy popatrzeć na naszych biskupów , Rydzyka i innych księży, Kościół katolicki zmienił się w supermarket w którym wszystko można kupić za odpowiednią cenę ,od chrztu po pochówek i odpusty dlatego przegrywa z islamem to funkcjonariusze kościoła niszczą go od środka
Jeśli Kościół w Polsce upadnie,winę za to poniosą hierarchowie,księża i wszyscy ci,którzy zamiast przyciągać wiernych,odstraszają ich zakazami,straszeniem,rozwiązłością księży i biskupów,podwójną moralnością i niesłychaną wprost pazernością,chciwością i brakiem skromności!Oni już przestali być dla zwykłych ludzi,liczy się tylko pieniądz!Popierają jedną partię,prowadzą dla nich kampanie wyborcze z ambony!A jeśli pojawi się mądry ksiądz i inaczej postępuje,jest z ludźmi,szybko go uciszą,zamkną z dala od wiernych,zakażą się odzywać,żeby ludziom w głowach się nie poprzewracało.Naprawdę jest paru mądrych i dobrych księży!Niestety ludzie to widzą i odwracają się od takiego Kościoła,a szkoda!

Koniec cytatu.

I chociaż to wszytko, co piszą komentatorzy, to prawda i trudno się z tym nie zgodzić, to ja się pytam: co Wy do cholery gadacie?!
Co to wszystko ma do rzeczy w obliczu tego, co się dzieje? W obliczu najazdu tych szaleńców, którzy ślepo wierzą w coś, co normalnemu człowiekowi nie mieści się głowie, którzy się nie wahają, którzy nie mają żadnego szacunku dla ludzkiego życia, godności?

Co tu do rzeczy mają hierarchowie czy jakakolwiek instytucja? 
KOŚCIÓŁ TO MY!!!
To Bóg, w którego wierzysz, albo nie.
To 10 przykazań, do których się stosujesz, albo nie.
To Twój i mój stosunek do drugiego człowieka, to czy kochasz go, jak siebie samego czy nie.
To jest Kościół.

Nie gardzę nikim. Uchodźcami, imigrantami, najeźdźcami też nie.
Boję się ich, bo nie mam złudzeń, patrząc na te tłumy, że większość z nich nie ma dobrych zamiarów. Bo widzę, jak bardzo jesteśmy bezradni i bezbronni i głupi na dodatek.
I jednocześnie chce mi się płakać nad losem tych, którzy uciekli, przed wojną, śmiercią i cierpieniem i potrzebują ratunku, a my im już nie pomożemy.
Płaczę na tymi kobietami i dziećmi i 80-letnimi starcami, których życie od początku było stracone, którzy pokonują setki kilometrów na własnych nogach i śpią w błocie i zimnie.

Nie przetrwamy, bo jesteśmy słabi.
Oni to widzą, oni to wiedzą.Nie możemy im nic przeciwstawić, bo nie jesteśmy tacy, jak oni. Jedyną naszą bronią mogłaby być nasza wiara. Prawdziwa. Taka, która góry przenosi, taka, jak wiara Asii Abibi, Meriam Ibrahim, jak wiara tych, którzy szli w ogień. A póki co, póki jeszcze możemy żyć normalnie, ta wiara codzienna, która wyraża się w drobnostkach, ta, którą powinno być widać, która ma świadczyć o nas, która ma przyciągać do Boga tych, których spotykamy.
Jej siła, kiedy jest prawdziwa, ma moc, której się nie spodziewamy, my ludzie małej wiary.

A my się zasłaniami hierarchami? Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura!
Pora się ogarnąć, bo znaleźliśmy się w miejscu, w którym nie chcieliśmy być i w którym nie spodziewaliśmy się znaleźć i w którym chyba mamy zdać egzamin.

Napisałam w sumie tyle słów i tak sobie myślę teraz, co to wszystko dla mnie samej znaczy? Pewnie tyle samo, co dla większości z Was. Słowa.
Dobrze mnie zrozumcie.
Wierzę w to, co napisałam, ale tak, jak większość z Was, wychowana i żyjąca w świecie, w którym nie ma przemocy, w którym wszystko dotąd było przewidywalne, uśpiona jakimś tam, nazwijmy to szumnie, dobrobytem, nie przywiązywałam dotąd właściwej miary do mojej wiary. Ona była czymś oczywistym. Nie wymagała ode mnie wysiłku, nie potrzebowała świadectw.

Dobra, bo się zaplączę. Na pewno mnie rozumiecie.
Pora szczerze i uczciwie podejść do sprawy, bo my możemy tylko wiarą pokonać zło. Naszą uczciwą i wiarygodną postawą. Pora się wziąć za siebie ludziska.
Pora zaufać dobremu Bogu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz