Przejdź do głównej zawartości

No i co z tym halloween?

Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Bo halloween, święto czy zabawa czy cokolwiek to jest, nie istniało dla mnie.

Nie znam tego po prostu. Kiedy byłam dzieckiem nikt nie słyszał o żadnym halloween.
I dlatego do 30 października tego roku zupełnie mnie interesowało czy ktoś się bawi czy traktuje to poważnie czy to jest groźne czy nie.

Jednak 30 października tego roku moja starsza córka zapytała mnie:

- Mamusiu, a dlaczego  my nie obchodzimy halloween? Wszystkie dzieci obchodzą halloween, tylko ja i     Gosia nie. Nie mogłabym się jakoś przebrać?
Zapytałam za kogo miałaby się przebrać.Odpowiedziała, że za duszka.

Ma 6 lat i chodzi do przedszkola.
Tak jak potrafiłam i tak jak rozumiem to, o co w tym wszystkim chodzi, wytłumaczyłam jej, dlaczego nie obchodzimy halloween i dlaczego nie będzie przebierać się za duszka.
Przyjęła to do wiadomości, ale wiem, że to nie jest ostatnia rozmowa na ten temat.
Dlatego postanowiłam się trochę zorientować.

Nie wiem jak jest na świecie, ale u nas, w Polsce traktuje się halloween w kategoriach zabawy, bardzo lekko.
A, bo się dzieciaki przebiorą, pobiegają po sąsiadach, będą miały frajdę i jeszcze słodyczy trochę nazbierają.

W tym roku przez media przetoczyła się dyskusja na temat tego czy to dobrze, że to się u nas przyjmuje czy źle.
Padało wiele słów o tradycji,  o tym, że to nie nasze święto, sztucznie zaadaptowane.
Padały też słowa o tym, że taka zabawa może być niebezpieczna, bo przecież korzenie tego święta wywodzą się z tradycji pogańskiej.
Z drugiej strony byli ci, którzy chcą się bawić.

Stanęło oczywiście na niczym, bo inaczej być przecież nie mogło.

No to słówko o wspomnianych korzeniach

Celtowie 2 tyś. lat temu wierzyli, że dusze zmarłych przychodzą do swoich domów i w zależności od tego jak zostaną przyjęte, będą mogły pomóc lub zaszkodzić.
Dlatego ludzie  aby duchy odpędzić, przebierali się w łachmany, za różne straszydła, palili ogniska i hałasowali.

 Byli też tacy, którzy próbowali  za pomocą wróżb np. zjednać duchy dla siebie.
A niewinna, jakby się mogło zdawać, wydrążona i podświetlona dynia była symbolem satanistów, wyznawców szatana.

Czy zabawa halloweenowa jest całkiem niewinna i niegroźna?

Oczywiście dzieci są niewinne, zadowolone, bo są w grupie, mogą zrobić coś czego nie robią na codzień.
Nie zdają sobie sprawy z tradycji, korzeni tego, w czym biorą udział.
I to od dorosłych na razie zależy to czy wezmą udział w zabawie czy nie. Później będą decydować same.

Jednak ja jako katoliczka mam wątpliwości.
Ponieważ wierzę w Boga, wierzę też w istnienie szatana. Mam przeczucie, że spotkanie z nim nie byłoby tym czego chcę i że jest niebezpieczne. Mam przeczucie, że lepiej nie igrać z ogniem.
Jest o kwestia wiary i takiego, a  nie innego punktu widzenia.

Ale na dźwięk słowa szatan, diabeł słyszę rechot od osób "bardzo nowoczesnych".
Wolno im oczywiście śmiać się z szatana i tym bardziej ze mnie.

Jednak nie wiemy do końca kto z nas ma rację - ja wierząc w istnienie szatana i obawiając się go, tzn. wierząc, że nawet bez naszej świadomej decyzji może szkodzić nam i innym.
Czy rację mają ci, którzy uważają, że to bajka i dobrze się bawią.

Jesteśmy dorośli i decydujemy o tym, w co wierzymy i co robimy.
Na razie, w najlepszej wierze, decydujemy o tym za nasze dzieci.

I tyle. Tak to widzę. Jak tu już kiedyś pisałam, na siłę i tak niczego dobrego zdziałać nie można.

I jeszcze tylko mała dygresja

Zaczyna mi jednak coraz bardziej doskwierać sytuacja, kiedy muszę się tłumaczyć jako katoliczka z moich wyborów.
Zupełnie, jakbym przestawała mieć do  nich prawo.
"Światowcy" mają i wolno im rechotać, ja muszę się tłumaczyć z tego w co wierzę.
To  mi się nie podoba.

Może byśmy wreszcie wszyscy zaczęli się nawzajem szanować. Tak po prostu. Bez względu na to, w co wierzymy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Adwent 2021

Różne są sposoby na życie Czasem uświadomione, czasem nie. Nie mam na myśli drogi zawodowej, pasji, uzdolnień, ale stosunek do spraw, do codzienności, do wyzwań, kłopotów i radości. To widać w ostatnim czasie szczególnie wyraźnie i mocno. Jedni z zapartym tchem śledzą bieżące doniesienia, stresują się, starają się ustosunkować, wyrazić swoje zdanie. Inni mają potrzebę ciągłej walki. Protestują, nawołują: obudź się narodzie, poszukują, wyszukują wciąż nowych dowodów na potwierdzenie swoich racji i teorii. Inni nie chcą wiedzieć nic. Odcinają się zupełnie i starają się żyć we własnym świecie. Jeszcze inni zupełnie tracą nadzieję. Niektórzy popełniają samobójstwa. Są tacy, którzy biorą sprawy w swoje ręce i zabezpieczają się na wypadek. Wszelki wypadek. Robią zapasy, gromadzą broń, budują schrony dla swojej rodziny. I są tacy, którzy zawierzają siebie i wszystkie swoje i nie tylko swoje sprawy Bogu. Modlą się, przystępują do sakramentów. To wszystko zawsze istniało, ale w czasach, kiedy ż...

Przez historię Abigail do Pisma Świętego

Przeczytałam książkę, która opowiada historię Abigail, jednej z żon króla Dawida. Zabierałam się do niej z pewną obawą - myślałam, że będzie to pozycja, nazwijmy to, propagandowa. Rzecz, której nie da się po prostu czytać. To książka pożyczona przez koleżankę, której pewnego razu zwierzyłam się, że mam kłopot z czytaniem Pisma Świętego, a bardzo chciałabym to robić. Powiedziała: przyniosę ci coś, co powinno ci pomóc. I nie myliła się.

Kościół to my. Pamiętacie?

foto: Elfin Czy wszyscy już zapomnieliśmy o tym? Przeczytałam wczoraj artykuł Pawła Lisickiego " Europa nie jest drugim Rzymem ". Zanim poczytacie dalej, co chcę powiedzieć, przeczytajcie go. Nie jest długi. Nie napawa optymizmem, bo też sytuacja, w jakiej jesteśmy, nie nastraja do optymizmu. Bardziej chyba jednak od wymowy samego artykułu powaliły mnie niektóre komentarze.