Przejdź do głównej zawartości

Krzyż w sejmie

Staram się zawsze zrozumieć ludzi pokroju pana Armanda Ryfińskiego i jego kolegów z  Twojego Ruchu, którym Krzyż na sejmowej ścianie narusza dobra osobiste.

Z powodów oczywistych taka dyskusja jest dla mnie bardzo przykra, ale rozumiem, że w Polsce nie wszyscy ludzie wyznają tę samą religię, co ja, że są ludzie, którzy nie wyznają żadnej religii poza uwielbieniem dla własnej osoby (przepraszam za tę złośliwość, ale czasem takie właśnie wrażenie odnoszę słuchając zwłaszcza kolegów pana Palikota), że są w Polsce ludzie, którzy uważają, że krzyż powinien wisieć w Kościele, bo żyjemy w Państwie świeckim.


Krzyż w sejmie, religia w szkole

Mam dylemat z religią w szkole i z Krzyżem w klasie i w miejscach publiczny czy w Sejmie. Ten dylemat wynika z tego, że Krzyż staje się narzędziem walki, którym przecież nie jest.
Ja uważam, jak już niejednokrotnie tutaj pisałam, że przekonać do Boga można tylko swoim własnym życiem, a nie, nawet najważniejszymi symbolami.
Każda sytuacja, jak ta ostania z wyrokiem sądu na temat Krzyża w sejmie i późniejsza dyskusja na ten temat powodują, że Jezus schodzi tak naprawdę na drugi, nawet trzeci plan.
A to On jest przecież w tym wszystkim najważniejszy. A przecież On nigdy nikogo nie zmuszał do tego, żeby za nim szedł, każdemu pozwalał na samodzielną decyzję. 

Dlaczego krzyż przeszkadza?


Z drugiej strony zajadłość przeciwników jest bardzo zastanawiająca.
Żyją przecież w kraju, w którym chrześcijaństwo od wieków dominuje. Że było wprowadzane siłą, mieczem, krwią itd. jak lubi opowiadać pan Rozenek?
Prawda, nie tylko w Polsce zresztą. Chrześcijanie popełnili przez wieki całe mnóstwo czynów godnych potępienia. Jednak w czasach, kiedy w Polsce wprowadzano chrześcijaństwo, w czasach Inkwizycji takie metody stosowano powszechnie do egzekwowania czegokolwiek.
Że chrześcijanie powinni być miłosierni i powinniśmy się wstydzić swojej przeszłości? To prawda. Ja się wstydzę.
Nie zmienia to jednak faktu, że żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości. Bóg, Krzyż, modlitwa i pieśń na ustach były tym, co łączyło Polaków podczas strajków, tym, co pomogło nam wywalczyć naszą dzisiejszą niepodległość, wyzwolenie się z komunizmu.
To z tego powodu Krzyż zawisł kiedyś w sejmie. Stal się znakiem wyzwolenie spod zaboru, nie do końca, nie całkiem znakiem religijnym.

My i Oni

Po wyroku sądu było wiele dyskusji na jego temat.
Jednej z nich wysłuchałam w 3 programie Polskiego Radia, wypowiadali sie słuchacze.
Dzwoniło wiele osób, które deklarowały się jako niewierzące, jednak nie zadzwonił chyba nikt, kto powiedziałby, że przeszkadza mu krzyż w sejmie.
Wszyscy zgodnie twierdzili, że dla nich to tylko kawałek drewna, więc w niczym im nie przeszkadza i zgadzali się z tym, że skoro dla innych ma wartość uczuciową, może tam zostać.
Jasne, że to tylko ułamek społeczeństwa, a jednak przychodzi taka refleksja: dlaczego nie możemy właśnie tak ze sobą żyć - próbować rozumieć siebie nawzajem?

Pora na refleksję


W jaki sposób Krzyż w sejmie narusza dobra osobiste państwa posłów z Twojego Ruchu?
Twierdzą oni, ze  z powodu tego Krzyża nie można uchwalić wielu ustaw, np. tej o aborcji, tej o związkach homoseksualnych i pewnie jeszcze wielu innych.
Trzeba przyznać, że nie mają o nas, katolikach najlepszego zdania, skoro uważają, że gdyby Krzyża na ścianie nie było, wszystko można by zrobić.
To jednak nie jest już ich wina, tu my, katolicy powinniśmy się bardzo dobrze zastanowić,bo to w nas tkwi problem i dobrze wiemy jaki to problem.

Ja osobiście cieszę się, że sąd w Polsce podjął taką, a nie inną decyzję, nie wiem, co będzie w Trybunale w Strassburgu, jednak my powinniśmy wziąć do roboty. Nad sobą.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Adwent 2021

Różne są sposoby na życie Czasem uświadomione, czasem nie. Nie mam na myśli drogi zawodowej, pasji, uzdolnień, ale stosunek do spraw, do codzienności, do wyzwań, kłopotów i radości. To widać w ostatnim czasie szczególnie wyraźnie i mocno. Jedni z zapartym tchem śledzą bieżące doniesienia, stresują się, starają się ustosunkować, wyrazić swoje zdanie. Inni mają potrzebę ciągłej walki. Protestują, nawołują: obudź się narodzie, poszukują, wyszukują wciąż nowych dowodów na potwierdzenie swoich racji i teorii. Inni nie chcą wiedzieć nic. Odcinają się zupełnie i starają się żyć we własnym świecie. Jeszcze inni zupełnie tracą nadzieję. Niektórzy popełniają samobójstwa. Są tacy, którzy biorą sprawy w swoje ręce i zabezpieczają się na wypadek. Wszelki wypadek. Robią zapasy, gromadzą broń, budują schrony dla swojej rodziny. I są tacy, którzy zawierzają siebie i wszystkie swoje i nie tylko swoje sprawy Bogu. Modlą się, przystępują do sakramentów. To wszystko zawsze istniało, ale w czasach, kiedy ż...

Przez historię Abigail do Pisma Świętego

Przeczytałam książkę, która opowiada historię Abigail, jednej z żon króla Dawida. Zabierałam się do niej z pewną obawą - myślałam, że będzie to pozycja, nazwijmy to, propagandowa. Rzecz, której nie da się po prostu czytać. To książka pożyczona przez koleżankę, której pewnego razu zwierzyłam się, że mam kłopot z czytaniem Pisma Świętego, a bardzo chciałabym to robić. Powiedziała: przyniosę ci coś, co powinno ci pomóc. I nie myliła się.

Kościół to my. Pamiętacie?

foto: Elfin Czy wszyscy już zapomnieliśmy o tym? Przeczytałam wczoraj artykuł Pawła Lisickiego " Europa nie jest drugim Rzymem ". Zanim poczytacie dalej, co chcę powiedzieć, przeczytajcie go. Nie jest długi. Nie napawa optymizmem, bo też sytuacja, w jakiej jesteśmy, nie nastraja do optymizmu. Bardziej chyba jednak od wymowy samego artykułu powaliły mnie niektóre komentarze.