![]() |
| fot: vancity197 |
- Mamo, a Karolina powiedziała, że nie wierzy w Boga.
Młodsza, jeszcze przedszkolaczek, na to:
- Jak to? A co to znaczy, że nie wierzy?
Ja: myśli, że Pan Bóg nie istnieje
Młodsza: przecież Pan Bóg jest, prawda mamo?
- Oczywiście, że jest.
I zaczęła się długa rozmowa,
wcale nie taka łatwa, jak mogłoby się wydawać.
Okazuje się, że takie małe dzieci mają wiele, bardzo mądrych przemyśleń.
Chodzą z nami do Kościoła, modlimy się wspólnie, zawsze opowiadamy, że możemy się zwrócić o pomoc, opiekę, podziękować Bogu, Matce Bożej, Jezusowi.
Do tego dzieci chodzą na religię.
Bardzo przeżywają zawsze to, co opowiadają im panie katechetki.
Moje dzieci, jak powiedzą niektórzy, są zindoktrynowane.
W ich małych główkach świat jest tak poukładany, że Bóg ma tam swoje najważniejsze - co prawda drugie po mamie, ale najważniejsze miejsce. ( Trudno się dziwić - do mamy można się przecież przytulić. Mała zresztą powiedziała kiedyś, że chciałaby się przytulić do Pana Jezusa, bo Go bardzo kocha).
Nasza ostatnia rozmowa z córkami skupiła się na tym, że Karolina nie wierzy i czy ona pójdzie kiedyś do nieba. Uspokoiłam, że Karolina do końca życia ma szansę na to, żeby poznać Pana Jezusa, a tak poza tym, to On będzie widział czy ona jest dobrym człowiekiem czy nie.
Bardzo poważnie, zwłaszcza starsza córcia, zastanawiały się nad tym, jak to jest możliwe, że Bóg był jednocześnie w Niebie i zszedł na ziemię pod postacią Jezusa i jak to właściwie jest z tym Świętym Duchem, jak go nazywają.
Przyznacie, że to tematy niełatwe i bardzo poważne.
My, dorośli nie jesteśmy w stanie ogarnąć tego rozumem, jak to wyjaśnić dziecku?
Dziewczyny wysłuchały moich wyjaśnień, że zrozumieć tego nie można, a tylko uwierzyć i otworzyć serduszko, żeby Pana Boga pokochać, a wtedy Pan Bóg wszystko ułoży także w główkach. Że trzeba się modlić, żeby wiedzieć jak postępować i być dobrym dla innych ludzi.
I, że Karolina może uwierzyć, ale nie musi, ale i tak zawsze trzeba ją traktować dobrze, jak wszystkich innych.
Poszły się bawić, a ja nie mogę wyjść z podziwu nad tym, co wciąż dzieje się w seduszkach i w głowach moich dzieci, bo to nie pierwsza podobna rozmowa.
Wydaje się, że dziecko jest całkiem beztroskie i zajęte tylko swoim światem, a tu co chwilę niespodzianka.
Uwielbiam te chwile, kiedy nagle wśród tych wszystkich codziennych błahostek pojawia się coś poza mną, tylko ich, co świadczy o tym, jakie są wspaniałe.
Mam nadzieję, że uda się to pielęgnować i mały kawałek świata może być piękniejszy dzięki moim córkom.

Komentarze
Prześlij komentarz