Przejdź do głównej zawartości

Wizyta w kinie

Od dawna chcieliśmy pójść z dziećmi do kina.
Rzadko chadzamy, bo takie wyjście całą rodziną na film, to niemały wydatek, przyznam, jak dla nas niemały.
Tym bardziej chcieliśmy, żeby film, który obejrzymy wspólnie z dziećmi był wyjątkowy.
Dlatego wybraliśmy " Największy z cudów", meksykański, animowany obraz w reżyserii Bruce'a Morrisa i według scenariusza Luisa De Velasco.

Wybraliśmy ten tytuł z dwóch powodów:
  • po pierwsze rzadko można spotkać w kinie filmy dotykające tematu wiary i Boga
  • po drugie animacja jest reklamowana jako dzieło twórców "Epoki lodowcowej", którą widzieliśmy i która bardzo nam się podobała.

Zdania na temat tego, co widzieliśmy są podzielone, choć nie tak bardzo.
Najmłodsza córka była zafascynowana tym, co zobaczyła. Starsza raczej się nudziła, natomiast my z mężem byliśmy bardziej zdziwieni tym, co zobaczyliśmy. I nie chodzi o fabułę, ale o realizację. Idąc na film reklamowany jako dzieło twórców...spodziewliśmy się jednak czegoś po prostu lepszego.

Ale od początku.

Scenariusz oparty jest na widzeniach kilku mistyków i opowiada o cudzie mszy św.
Pokazuje demony, które przeszkadają tym, którzy przychodzą do kościoła bez przygotowania, bez właściwej intencji, zaabsorbowanych własnymi problemami i nieskupionych na istocie mszy.
Pokazuje anioły pomagające się modlić, zanoszące wszystkie intencje do Boga, pokazuje, co może zdziałać czysta, szczera modlitwa.
Pokazuje cud Eucharystii.
Pokazuje, jak Matka Boża wspomaga nas w sytuacjach bez wyjścia.
Skupia się na trzech głównych postaciach, ich kłopotach i relacji z Aniołami Stróżami.

I mógłby to być obraz, który można by polecać niezdecydownym, poszukującym, zawiedzionym itd.
A jednak nie jest.
I to nie ze względu na to, co zarzuciła mu jedna z recenzentek pisząc, że to lekcja religii.
Bo, co to za zarzut?
Jeśli ktoś decyduje się na taki tytuł, nie spodziewa się raczej opowieści z Narnii?
Dlaczego osoba głęboko wierząca nie może opowiadać o tym, w co wierzy tym, którzy chcą tego słuchać, za pieniądze tych, którzy chcą je na taki właśnie cel wydać?

Problem z tym filmem polega na tym, że on jest po prostu źle zrealizowany w warstwie wizualnej.
Ogólnie nie miałabym pewnie zastrzeżeń, jednak postaci są tutaj po prostu fatalne.
Brzydkie twarze bez wyrazu i mimiki, poruszające się w dziwaczny, nienaturalny sposób psują wszystko.
Tak naprawdę nie mogłam się skupić właściwie na niczym innym, tylko wciąż zastanawiałam się dlaczego to tak wygląda ze względu na dzieci.
Chciałam przecież, żeby to była dla nich uczta.

Okazało się, że dzieci nie miały z tym takiego problemu jak ja - skupiły się po prostu na treści.
Na młodszej córce wielkie wrażenie zrobiły anioły - opowiadam dzieciom często o tym, że mają opiekunów wysłanych przez Boga, więc to, że zobaczyła, że faktycznie tak jest było dla niej przeżyciem.
Zdziwiła się i trochę przestraszyła tym, że po Kościele chodzą diabły, ale największy problem miała z tym, że dusze czyśccowe wyciągają ręce spod ziemi.
- Mamo, dlaczego oni są pod ziemią? Musiałam się trochę nagadać, żeby jej jako tako to wszystko wytłumaczyć i uspokoić.
W ogólnym odczuciu film jej się jednak podobał i widziałam, że patrzyła zafascynowana.
Starsza córka była raczej znudzona i nie bardzo chce rozmawiać.
Powodem tego może być to, że film jej się nie podobał, albo, że coś bardzo ją poruszyło, co musi trochę poukładać w swojej głowie, zanim zacznie pytać. Zobaczymy.

Ja niestety z czystym sercem nie mogłabym polecić tego filmu nikomu. Z wyżej wymienionych powodów.
Choć cieszę się, że ktoś podejmuje próby zmierzenia sięz takim trudnym w gruncie rzeczy do pokazania  i ważnym tematem.
Nie wiem dlaczego ten film tak wygląda, być może to kwestia funduszy? Mam nadzieję, że następna próba będzie bardziej udana.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Adwent 2021

Różne są sposoby na życie Czasem uświadomione, czasem nie. Nie mam na myśli drogi zawodowej, pasji, uzdolnień, ale stosunek do spraw, do codzienności, do wyzwań, kłopotów i radości. To widać w ostatnim czasie szczególnie wyraźnie i mocno. Jedni z zapartym tchem śledzą bieżące doniesienia, stresują się, starają się ustosunkować, wyrazić swoje zdanie. Inni mają potrzebę ciągłej walki. Protestują, nawołują: obudź się narodzie, poszukują, wyszukują wciąż nowych dowodów na potwierdzenie swoich racji i teorii. Inni nie chcą wiedzieć nic. Odcinają się zupełnie i starają się żyć we własnym świecie. Jeszcze inni zupełnie tracą nadzieję. Niektórzy popełniają samobójstwa. Są tacy, którzy biorą sprawy w swoje ręce i zabezpieczają się na wypadek. Wszelki wypadek. Robią zapasy, gromadzą broń, budują schrony dla swojej rodziny. I są tacy, którzy zawierzają siebie i wszystkie swoje i nie tylko swoje sprawy Bogu. Modlą się, przystępują do sakramentów. To wszystko zawsze istniało, ale w czasach, kiedy ż...

Przez historię Abigail do Pisma Świętego

Przeczytałam książkę, która opowiada historię Abigail, jednej z żon króla Dawida. Zabierałam się do niej z pewną obawą - myślałam, że będzie to pozycja, nazwijmy to, propagandowa. Rzecz, której nie da się po prostu czytać. To książka pożyczona przez koleżankę, której pewnego razu zwierzyłam się, że mam kłopot z czytaniem Pisma Świętego, a bardzo chciałabym to robić. Powiedziała: przyniosę ci coś, co powinno ci pomóc. I nie myliła się.

Kościół to my. Pamiętacie?

foto: Elfin Czy wszyscy już zapomnieliśmy o tym? Przeczytałam wczoraj artykuł Pawła Lisickiego " Europa nie jest drugim Rzymem ". Zanim poczytacie dalej, co chcę powiedzieć, przeczytajcie go. Nie jest długi. Nie napawa optymizmem, bo też sytuacja, w jakiej jesteśmy, nie nastraja do optymizmu. Bardziej chyba jednak od wymowy samego artykułu powaliły mnie niektóre komentarze.