Przejdź do głównej zawartości

Czy protesty w sprawie Golgota Picnic mają sens?

W ciągu ostatnich kilku dni wciąż słyszę o jakimś przedstawieniu, które gdzieś tam miało być wystawione, ale odbyły się protesty środowisk katolickich i przedstawienie nie doszło do skutku.

Ok. Mija jeden i drugi dzień i już wiem, że chodzi o "Golgota Picnic" kogoś, kto nazywa się Rodrigo Garcia.
Dowiaduję się, że człowiek jest hiszpańskim reżyserem i zdaje się dramaturgiem, bo "dzieło",  o którym tyle się mówi to jego dziecko, a przedstwienie miało być wystawione na festiwalu teatralnym Malta w Poznaniu.
Trafiam w Sieci na zdjęcia z przedstawień, które odbyły się gdzieś tam w Europie.
Zdjęcia notabene ohydne, na które normalnie bym nie spojrzała, a patrzę z ciekawości, bo chcę się dowiedzieć dlaczego ten szum i ta cała zawierucha.

Nie znałam, nie słyszałam o człowieku i nie usłyszałabym i nie dowiedziałabym się ani o nim, ani o jego dziele, gdyby nie protesty.
I nie ja jedna.




Po co Katolicy protestują?


Ponieważ są święcie oburzeni.
Ponieważ uważają, że się ich obraża - ich i ich uczucia religijne.
Ponieważ uważają, że, w tym przypadku sztuka, wyrządzi wiele zła na świecie.
Ponieważ nie zgadzają się na profanację.
Ponieważ...

Co osiągnęli Katolicy swoimi protestami?


Zrobili darmową reklamę przedstawieniu, które prawdopodobnie prezentuje bardzo niski poziom, a swoją popularność buduje jedynie na tym, co się wokół niego dzieje - w Europie również odbywały się protesty.

Po raz kolejny zyskali miano ludzi, którzy protestują przeciwko czemuś, o czym nie mają zielonego pojęcia.

Jestem Katoliczką,  nie wyszłabym na ulicę


Próbowałam się czegoś dowiedzieć na temat tego spektaklu.
Tytuł "Golgota Picnic" mnie odrzuca, ale zakładałam, że ma on swoje uzasadnienie 
w samym tekście sztuk. Zaznaczam głębsze, bo inne nie ma dla mnie sensu.

Szukałam i znalazłam tekst, oczywiście przetłumaczony.
"Gazeta Wyborcza" chciała prawdopodobne obiektywnie odnieść się do całej sytuacji i zamieściła tekst sztuki.
Jeśli ktoś ma ochotę zapoznać się z tym "dziełem" bardzo proszę, jest tutaj.
Ja spróbowałam, nie udało mi się.
Nie rozumiem ludzi pokroju autora, którzy uwielbiają nurzać się w okropnościach tego świata, czarnych myślach, krwawych wizjach, brudzie i krwi.
Nie rozumiem ludzi, którzy chcą epatować tym innych.
Dlatego staram się ich unikać i nie poszłabym na "Golgota Picnic", ani na żadne inne przedstawienie tego rodzaju.
Dlatego też ostatnio przestałam chodzić do teatru.
Czekam, aż to wszytko przejdzie.
Bo wszystko to już było, nasi współcześni artyści wcale nie są aż tacy "oryginalni" o czym sami dobrze wiedzą.

Nie wyszłabym też na ulicę.
Z jednej strony właśnie dlatego, żeby nie robić takiemu przedstawieniu reklamy.
Z drugiej strony uważam, że ludzie mają prawo do prezentowania swoich poglądów, jakie by one nie były.
Wbrew wszystkiemu zakładam, że autor mógł mieć dobre intencje, ale talentu mu zbrakło i dlatego chwycił się innych  środków.
Mają prawo do prezentowania.
A ja mam prawo ich nie słuchać i nie oglądać.
A jeszcze inni, choć i z nimi się nie zgadzam, mają prawo do protestów, choćby one nie miały najmniejszego sensu.
Uważam jednak jednocześnie, że aby przeciw czemuś protestować, wypadałoby dowiedzieć się przeciw czemu się protestuje.
W tym wypadku spróbować zapoznać się ze szuką.
To, że ktoś powiedział, że coś jest złe, nie oznacza jeszcze, że tak jest

Nie wyszłabym na ulicę, bo zawsze w podobnych sytuacjach przypomina mi się Jezus, który odbiera miecz Piotrowi podczas aresztowania.
On nie chce, żebyśmy walczyli mieczem, a my wciąż tego nie rozumiemy.
Wciąż nie dostrzegamy, ze nasza walka przynosi odwrotny do zamierzonego skutek.

Martwimy się, że taka sztuka może wyrządzić komuś szkodę?
Naszym dzieciom, ich przyjaciołom, jakimś bliżej nieokreślonym ludziom?
Chwała nam za to, ale w takim razie wychowujmy nasze dzieci tak, żeby nie czuły potrzeby zerkania w tamta stronę.
Zajmijmy się nie naszymi dziećmi, które nie mają opieki i wzorców. Jest ich wokół całe mnóstwo.
Pokarzmy swoim życiem, że Jezus kocha nas wszystkich.
Także autorów "Golgota Picnic" i może po prostu pomódlmy się za nich, zanim będzie dla nich za poźno?

Jezus nie potrzebuje naszego wyłażenia na ulice i awantur.
Jezus chce, żebyśmy byli apostołami Miłości, jak On.
Wygląda na to, że spełnienie tego oczekiwania jest dla nas najtrudniejsze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Adwent 2021

Różne są sposoby na życie Czasem uświadomione, czasem nie. Nie mam na myśli drogi zawodowej, pasji, uzdolnień, ale stosunek do spraw, do codzienności, do wyzwań, kłopotów i radości. To widać w ostatnim czasie szczególnie wyraźnie i mocno. Jedni z zapartym tchem śledzą bieżące doniesienia, stresują się, starają się ustosunkować, wyrazić swoje zdanie. Inni mają potrzebę ciągłej walki. Protestują, nawołują: obudź się narodzie, poszukują, wyszukują wciąż nowych dowodów na potwierdzenie swoich racji i teorii. Inni nie chcą wiedzieć nic. Odcinają się zupełnie i starają się żyć we własnym świecie. Jeszcze inni zupełnie tracą nadzieję. Niektórzy popełniają samobójstwa. Są tacy, którzy biorą sprawy w swoje ręce i zabezpieczają się na wypadek. Wszelki wypadek. Robią zapasy, gromadzą broń, budują schrony dla swojej rodziny. I są tacy, którzy zawierzają siebie i wszystkie swoje i nie tylko swoje sprawy Bogu. Modlą się, przystępują do sakramentów. To wszystko zawsze istniało, ale w czasach, kiedy ż...

Przez historię Abigail do Pisma Świętego

Przeczytałam książkę, która opowiada historię Abigail, jednej z żon króla Dawida. Zabierałam się do niej z pewną obawą - myślałam, że będzie to pozycja, nazwijmy to, propagandowa. Rzecz, której nie da się po prostu czytać. To książka pożyczona przez koleżankę, której pewnego razu zwierzyłam się, że mam kłopot z czytaniem Pisma Świętego, a bardzo chciałabym to robić. Powiedziała: przyniosę ci coś, co powinno ci pomóc. I nie myliła się.

Kościół to my. Pamiętacie?

foto: Elfin Czy wszyscy już zapomnieliśmy o tym? Przeczytałam wczoraj artykuł Pawła Lisickiego " Europa nie jest drugim Rzymem ". Zanim poczytacie dalej, co chcę powiedzieć, przeczytajcie go. Nie jest długi. Nie napawa optymizmem, bo też sytuacja, w jakiej jesteśmy, nie nastraja do optymizmu. Bardziej chyba jednak od wymowy samego artykułu powaliły mnie niektóre komentarze.