Przejdź do głównej zawartości

Wodogłowie, fundraising, Nathalie i nadzieja

Boże, dzięki Ci, jacy ludzie potrafią być wspaniali!


Przeczytałam wczoraj w Internecie artykul o dziewczynce z wodogłowiem.
Pewnie wielu z Was też go przeczytało.
18 miesięcy męki, pewnie strasznego bólu...
I rodzice, którzy  nie mogą nic zrobić, bo są biedni, nie stać ich na operację maleństwa.
Oglądając zdjęcia i wyobrażając sobie, co przeżywa to biedne dziecko i jego rodzice, chyba nie można było nie płakać.
A jednocześnie była bezsilność.
Bo nic nie można zrobić, bo to dziecko z Indii, nie można nawet nawiązać żadnego kontaktu z rodzicami.


Byłam zła.
Piszecie artykuł i nic z niego nie wynika. Kolejna sensacja, a dziecko cierpi.
Ktoś napisał, że dziennikarz lepiej by zrobił płacąc rodzicom za to, że mógł zrobić dziecku zdjęcia.

Ludzie pytali co zrobić, gdzie można wpłacić pieniądze, żeby pomóc i wszyscy byli bezradni.

Pomodliłam się, tyle mogłam zrobić.



Dałam spokój poszukiwaniom. Byłam zrozpaczona.
Dzisiaj obraz Runy wciąż miałam przed oczyma i postanowiłam sprawdzić czy coś może się wydarzyło dobrego w związku z artykułem.

I TAK!

Jeśli nie jest jeszcze za późno, módlmy się, żeby nie było, Runa może zostać uratowana!
Już została skierowana na badania. Lekarze zdecydują co dalej.

Jak to się stało? Jak to się stało tak szybko?

Dzięki fundraisingowi. Tutaj możecie przeczytać, co to takiego.
Kiedyś już o tym pisałam, w związku z powstawaniem filmu o Joannie Sałydze, ale nie wiedziałam, że to się tak nazywa:-)

Fundraising fundraisingiem, tak naprawdę wszystko to stało się dzięki młodej dziewczynie z Norwegii, Nathalie Krantz, która wiedziała co zrobić po przeczytaniu artykułu.

Dzięki Ci Boże za takich ludzi.

Dzięki niej trwa teraz zbiórka pieniędzy dla Runy. Kwota przeznaczona na operację została już dawno przekroczona, ale wysokość zebranych funduszy wciąż rośnie, z minuty na minutę:-)
A do końca zbiórki zostało jeszcze dużo czasu.
A ludzie wpłacają naprawdę niewielkie kwoty - ile znaczy solidarność, ile można razem zrobić...
Pieniądze będą przeznaczone na rehabilitację dziewczynki.
Jeśli uzbiera się tych pieniędzy więcej,  może uda się pomóc innym dzieciom?

A jak Nathalie to zrobiła?
Skontaktowała się z dziennikarzem, który opowiedział historię Runy.
Od niego dowiedziała sie, gdzie mieszka Runa i jej rodzina. A potem skontaktowała się z ambasadą Indii w Oslo i w ten sposób udało się zorganizować lekarzy, szpital, biuro podróży.
Zresztą możecie odwiedzić jej blog.

Cóż, historia jest niesamowita i niezwykle pouczająca.
Módlmy się wszyscy za małą Runę, módlmy się o to, żeby przeżyła i żeby mogła wyzdrowieć.
Módlmy się za Nathalie.
Módlmy się o to, żeby na świecie było więcej ludzi takich, jak ona. Dziewczyna nie czekała, nie krzyczała: a gdzie konto, żebym mogła wpłacić pieniądze, nie mówiła: gdzie jesteś teraz Boże - pomyślała i wzięła się do działania.
W związku z tym, módlmy się o to, żeby Bóg otworzył nasze serca, oczy i umysły, żebyśmy i my potrafili myśleć i działać.
Świat będzie wtedy na pewno lepszy.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Adwent 2021

Różne są sposoby na życie Czasem uświadomione, czasem nie. Nie mam na myśli drogi zawodowej, pasji, uzdolnień, ale stosunek do spraw, do codzienności, do wyzwań, kłopotów i radości. To widać w ostatnim czasie szczególnie wyraźnie i mocno. Jedni z zapartym tchem śledzą bieżące doniesienia, stresują się, starają się ustosunkować, wyrazić swoje zdanie. Inni mają potrzebę ciągłej walki. Protestują, nawołują: obudź się narodzie, poszukują, wyszukują wciąż nowych dowodów na potwierdzenie swoich racji i teorii. Inni nie chcą wiedzieć nic. Odcinają się zupełnie i starają się żyć we własnym świecie. Jeszcze inni zupełnie tracą nadzieję. Niektórzy popełniają samobójstwa. Są tacy, którzy biorą sprawy w swoje ręce i zabezpieczają się na wypadek. Wszelki wypadek. Robią zapasy, gromadzą broń, budują schrony dla swojej rodziny. I są tacy, którzy zawierzają siebie i wszystkie swoje i nie tylko swoje sprawy Bogu. Modlą się, przystępują do sakramentów. To wszystko zawsze istniało, ale w czasach, kiedy ż...

Przez historię Abigail do Pisma Świętego

Przeczytałam książkę, która opowiada historię Abigail, jednej z żon króla Dawida. Zabierałam się do niej z pewną obawą - myślałam, że będzie to pozycja, nazwijmy to, propagandowa. Rzecz, której nie da się po prostu czytać. To książka pożyczona przez koleżankę, której pewnego razu zwierzyłam się, że mam kłopot z czytaniem Pisma Świętego, a bardzo chciałabym to robić. Powiedziała: przyniosę ci coś, co powinno ci pomóc. I nie myliła się.

Kościół to my. Pamiętacie?

foto: Elfin Czy wszyscy już zapomnieliśmy o tym? Przeczytałam wczoraj artykuł Pawła Lisickiego " Europa nie jest drugim Rzymem ". Zanim poczytacie dalej, co chcę powiedzieć, przeczytajcie go. Nie jest długi. Nie napawa optymizmem, bo też sytuacja, w jakiej jesteśmy, nie nastraja do optymizmu. Bardziej chyba jednak od wymowy samego artykułu powaliły mnie niektóre komentarze.