Przejdź do głównej zawartości

Dzieci, a Wielki Post

foto: dimitri_c 
Niewierzący czy kontestujący naszą wiarę zarzucają nam, katolikom, że indoktrynujemy swoje dzieci.
Że narażamy je na traumę każąc im słuchać historii o Męce Pańskiej.
Nic nie szkodzi, że właściwie każda bajka, którą mogą oglądać w telewizjach różnej maści zawiera przemoc w takiej czy innej formie.
To nic, że dzieciaki przesiadują godzinami przy komputerach grając w gry nie dla nich przeznaczone, w których krew leje się strumieniami.

My indoktrynujemy swoje dzieci opowiadając im o tym, że Jezus tak bardzo kochał  i kocha nas wszystkich bez wyjątku, że zgodził się cierpieć tak bardzo, tak niewyobrażalnie, a w końcu umrzeć po to, żebyśmy my wszyscy mogli żyć wiecznie.

Dobrze, oni w to wszystko nie wierzą, ale bardzo proszę: niech nikt mi nie opowiada, że ja robię krzywdę swoim dzieciom!


Czy ktoś każe patrzeć maluchom na biczowanie Jezusa?
Czy ktoś każe maluchom patrzeć na to, jak wbija się Jezusowi gwoździe w ręce i nogi?
Czy ktoś każe patrzeć maluchom na rozcinany Jezusowy bok?

Tak, to wszystko jest w Kościele, jest na obrazach, o tym wszystkim słuchamy podczas drogi Krzyżowej.
Jest smutno.

Tak, ale obok jestem ja.
Obok każdego malucha jest ktoś, kto opowiada o tym, co się dzieje, dlaczego, po co.
Zapewniam, że dzieci nie skupiają się na tej krwi i cierpieniu, chociaż ich nie bagatelizują.
One skupiają się na tym po co to wszystko. Na tym, co będzie później.
A potem przecież jest radość, światło, szczęście.
Dla nich ważny jest powód, ta Miłość do nas. One naprawdę bardzo przeżywają to, że Jezus tak nas  kocha.
Mówią: biedny Pan Jezus, bardzo Go boli? Ale potem się obudzi? Wstanie i będzie żył tak? I my też tak wstaniemy? Pan Jezus umarł dla nas? Naprawdę? To ja już teraz będę grzeczna/grzeczny.

No, nie przy każdym dziecku jest ktoś dorosły, zwłaszcza przy tych nieco starszych dzieciach, ale jest przy nim Bóg ( nie możemy tego udowodnić, ale On działa czy to się komuś podoba czy nie, wydaje się śmieszne czy nie - wszyscy się zresztą kiedyś przekonamy o tym kto miał rację).

A kto jest przy dziecku siedzącym przed komputerowym monitorem i rozszarpującym potwory, albo co gorsza ludzi, z których wylewają się litry krwi?
Na pewno nie dorosły, zbyt zajęty swoimi własnymi sprawami.


Żeby była jasność, nie generalizuję, nie mówię, że wszyscy mają się rzucić na kolana i pójść na Drogę Krzyżową ( chociaż może bym i chciała) - każdy wybiera sam - swoją drogę życiową i to, co dobre dla jego dziecka.
JA TEŻ CHCĘ MIEĆ TAKIE PRAWO!
Dlatego bardzo grzecznie proszę, dajcie nam wreszcie spokój i pozwólcie wychowywać nasze dzieci, tak jak uważamy, że jest dobrze.
A my będziemy się za Was modlić:-) nie o to, żebyście się nawracali, jeśli nie chcecie, ale o to, co dla Was najlepsze.

************************************************************************
To warto mieć w biblioteczce


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Adwent 2021

Różne są sposoby na życie Czasem uświadomione, czasem nie. Nie mam na myśli drogi zawodowej, pasji, uzdolnień, ale stosunek do spraw, do codzienności, do wyzwań, kłopotów i radości. To widać w ostatnim czasie szczególnie wyraźnie i mocno. Jedni z zapartym tchem śledzą bieżące doniesienia, stresują się, starają się ustosunkować, wyrazić swoje zdanie. Inni mają potrzebę ciągłej walki. Protestują, nawołują: obudź się narodzie, poszukują, wyszukują wciąż nowych dowodów na potwierdzenie swoich racji i teorii. Inni nie chcą wiedzieć nic. Odcinają się zupełnie i starają się żyć we własnym świecie. Jeszcze inni zupełnie tracą nadzieję. Niektórzy popełniają samobójstwa. Są tacy, którzy biorą sprawy w swoje ręce i zabezpieczają się na wypadek. Wszelki wypadek. Robią zapasy, gromadzą broń, budują schrony dla swojej rodziny. I są tacy, którzy zawierzają siebie i wszystkie swoje i nie tylko swoje sprawy Bogu. Modlą się, przystępują do sakramentów. To wszystko zawsze istniało, ale w czasach, kiedy ż...

Przez historię Abigail do Pisma Świętego

Przeczytałam książkę, która opowiada historię Abigail, jednej z żon króla Dawida. Zabierałam się do niej z pewną obawą - myślałam, że będzie to pozycja, nazwijmy to, propagandowa. Rzecz, której nie da się po prostu czytać. To książka pożyczona przez koleżankę, której pewnego razu zwierzyłam się, że mam kłopot z czytaniem Pisma Świętego, a bardzo chciałabym to robić. Powiedziała: przyniosę ci coś, co powinno ci pomóc. I nie myliła się.

Kościół to my. Pamiętacie?

foto: Elfin Czy wszyscy już zapomnieliśmy o tym? Przeczytałam wczoraj artykuł Pawła Lisickiego " Europa nie jest drugim Rzymem ". Zanim poczytacie dalej, co chcę powiedzieć, przeczytajcie go. Nie jest długi. Nie napawa optymizmem, bo też sytuacja, w jakiej jesteśmy, nie nastraja do optymizmu. Bardziej chyba jednak od wymowy samego artykułu powaliły mnie niektóre komentarze.